27 OCZEK
Wpisany przez Edmund Deker wtorek, 15 grudnia 2009 12:26
Rzeczywiście, prawda która zbawia nigdy nie padła z ust nauczającego Buddy - on wiedział, że każdy musi odkryć ją sam wewnątrz siebie.
SUTRALAMAKA
Siedzę w barze i udaję, że nie piję. Palę sobie. Jest niedziela i ukrop tak ogromny, że poważnie rozważam czy nie schować się lodówce. Myśli jawią mi się w głowie niczym miraże raju utraconego. Marzę o byciu kawałkiem zamrożonego ananasa, którym czule zajmują się usta, tak, same usta i oczy. Język delikatnie delektuje się moim ciałem, ciałem Pana Ananasa i jakby od niechcenia wędruję w tę i z powrotem. Dodatkowo poruszam się niczym astronauta, praktycznie bez grawitacji. Newton najwyraźniej nie wpadł na to, nacierając sobie obtłuczoną głowę, po spotkaniu z jabłkiem. Reguluję ostrość widzenia, żeby spojrzeć co się dzieje w pozostałych trzech wymiarach i orientuję się, że jest święto religijne i wszyscy mają wolne. Bataliony katolików karnie stawiły się w centrum, żeby przedefilować ulicami, w przepisowych granatowo - białych mundurkach . Dzieciom każe się rozrzucać kwiaty i dzwonić dzwoneczkami, tak, żeby było miło i rodzinnie. Widzę ich, jak roztapiają się w tym przerażającym upale i nie chcę nawet rozumieć w imię czego robią co robią. Piknik w piekle. Kawiarnia, którą okupuję wraz z barmanką Patrycją i dawno-nie- widzianym-kolegą-którego-imienia-nie-pomnę jest absolutnie martwa. Śmierdzi rynsztokiem i wyraźnie widać, że ludzie wczoraj nie mieli nic do stracenia. Postanowiłem im nie mówić, że jestem zamrożonym ananasem w stanie nieważkości. Postanowiłem w ogóle się nie odzywać. Patia uczy się robić na drutach i właśnie dzierga zgniłozielony szalik z najtańszej włóczki. Dwadzieścia siedem oczek wszerz i tak całymi godzinami w tę i z powrotem. Poprosiła panią Tereskę z kuchni, rocznik '39, żeby ją poduczyła, bo zapomniała już technikę i tak najprostszym ściegiem nadziergała już metrową szmatę. Twierdzi, że ją to uspokaja w przeciwieństwie do książek, które po prostu nie nadają się do baru. Każdy, kto choć chwilę przepracował jako barman zapewne wie o co chodzi. Problemy ze skupieniem. Kolega pyta :
- Słuchaj Patrycja, a różni się robienie na drutach przed i po zapaleniu?
- Zdecydowanie tak - odpowiada bez zastanowienia nie podnosiwszy wzroku znad robótki
- Każde oczko jest różne. Wcześniej były takie same. Wcześniej także wiedziałam co robię, a teraz już nie jestem tego pewna.
- Bo widzisz - ciągnie monolog - tak sobie rozmyślałam, że teraz mam dużo więcej cierpliwości, kiedy robię na drutach, niż jak miałam dajmy na to osiem lat. Myślę, że wtedy skupiałam się na celu i jego szybkiej realizacji, a teraz z grubsza w dupie mam cel. Liczy się pewnego rodzaju zen, który osiągam. Jestem skupiona wyłącznie na tym, co wszerz. Nie prę za niczym do przodu, a jednak się do przodu poruszam. Skupiam się wyłącznie na dwudziestu siedmiu oczkach szerokości mojego beznadziejnego szalika, i ten ruch w bok wydłuża całość równomiernie i bez szarpaniny. O nic nie muszę się martwić, gdyż wiem, że mój szalik rośnie, ja coraz lepiej rozumiem to, co wokoło. Hi – zachichrała pod nosem -ostatnio czytam Sartrego, bo jest dobry na upał i myślę sobie, że pewnie nazwałby to „decyzją radykalną”. Radykalny szalik! Hi, hi – zarechotała znowu
– Dobre sobie – dodała rozbawiona własnym dowcipem.
- To dlatego jestem teraz wyciszona do granic możliwości, siedzę sobie tutaj, nie szarpie się i dziergam ten szalik, którego nikt z odrobiną gustu nie założy. Nadszedł ten moment, kiedy mogę sobie na to pozwolić, rozumiecie chłopaki?
- Hm - kolega podjął rękawicę - z tego, co rozumiem starasz się powiedzieć, że twoje dzierganie jest jak zaciśnięcie mydła w dwóch wilgotnych rękach? Efekt życiowej katapulty, czy coś w tym rodzaju? - Otóż widzisz, niekoniecznie. To, co naprawdę chcę wam powiedzieć jest troszkę inne. Dzięki tym drutom zrozumiałam, że nic mnie nie łączy z tymi ludźmi za oknem. Oni idą w swojej procesji prosto do zbawienia, starając się jak najmniej zrozumieć, żeby przypadkiem nie ponieść porażki. Oni nie „wybierają się” świadomie. Za nich ktoś wybrał raz i na tym się rewizja skończyła. Satre mówił, że jest to „zła wiara”. I jak tak sobie myślę, to jest zła wiara. Ich myślenie jest jak to mydło, o którym wspominałeś. Tylko do przodu, zaciśnięci, dwoma wilgotnymi dłońmi swoich ograniczeń i nieweryfikowanych nigdy wyobrażeń. Mam przeczucie, raczej pewność, że nie w tym jest cała moc świadomości i zrozumienia, a co za tym idzie zbawienia, czymkolwiek by nie było. Bo to jest ruch w szerokości niczym równoleżnik, jest to zrozumienie świata z jego niuansami, a nie zdobywanie, za wszelka cenę, jego biegunów. Tam po obu stronach jest lód, bezkres bieli. Ogromne szwedzkie mieszkanie Ikei z niekończącym się oknem. I aby tak naprawdę poczuć, że jesteś na wierzchołku świata, musisz zrozumieć, co kryje jego szerokość. Jego lasy i dżungle, upał i wilgoć o wiele większe i intensywniejsze od tego co można sobie wyobrazić. Staram się wam powiedzieć, że nie ma świadomości ograniczeń póki tak naprawdę nie zrozumiemy co to jest świadomość w swojej najczystszej istocie. Nawet jeśli nie znajdziemy się w grupie szczęśliwców, takich jak Budda, Chrystus czy Mahomet, którzy doszli do zrozumienia absolutnego, nie znaczy, że mamy się nie starać, wbijać w to lachę i udawać, że nie ma sprawy. Tego nie da się dokonać bez rewizji przeszłości, prąc tylko do przodu. Jest o wiele więcej odcieni w dwudziestu siedmiu oczkach mojego robienia na drutach. Jestem na nie gotowa i zrozumiałem, że zawsze byłam. - Patrycja kocham cię - powiedziałem. Oderwała wzrok od robótki, popatrzyła na nas i zapytała:
- Skoro tak, to co chłopaki, piwko?
- Skoro tak, to piwko.
Polecamy
Zaloguj się
Przyjaciele
Najnowsze wiadomości
Rozkład jazdy
08.09.2010 - 21:30
Matej ze Środy
09.09.2010 - 21:00
Dj Ożóg "Igłą po Rowku"
10.09.2010 - 21:00
Dj Romek Rega live show!
11.09.2010 - 18:00
Piano Bar Maestro Olo Majos
11.09.2010 - 21:00
Dj Lola











